Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Przygody z pegazem



Pewnego razu razem z pegazem Januszem latałem w przestworzach. Nagle Janusz powiedział do mnie, że kończy mu się paliwo. Odparłem, że do stacji mamy jakieś 100 km, pegaz milczał.
Po około 10 minutach spadliśmy do samego serca lasy deszczowego. Gdy doszliśmy do siebie po około 30 minutach i zdaliśmy sobie sprawę, gdzie jesteśmy, zaczęliśmy dbać o schronienie na noc. Gdy zbudowaliśmy szałas, zrobiło nam się zimno i byliśmy głodni, ja rozpaliłem ogień, a Janusz szukał jedzenia. Po 15 minutach mojego trudu pojawił się ogień, Janusz przyniósł pytona, którego wypatroszyliśmy i upiekliśmy. Kiedy już mieliśmy ogień, schronienie i byliśmy najedzeni, położyliśmy się spać.
            Wstaliśmy o świcie następnego dnia. Zauważyliśmy, że ogień zgasł i usłyszeliśmy gdzieś niedaleko ryk lwa. Obaj bardzo się wystraszyliśmy, postanowiliśmy mieć się na baczności. Minęło kolejne pół godziny, usłyszeliśmy, że lew jest bliżej niż wcześniej, zaczęliśmy robić broń, aby zabić i zjeść lwa. Gdy arsenał był gotowy, na nasze nieszczęście zwierzyna uciekła.
           Nagle usłyszeliśmy helikopter, pomyśleliśmy że rozpalimy ognisko. Po chwili helikopter namierzył nas, spuścili po nas liny i wciągnęli nas na pokład. Po około godzinie dolecieliśmy do szpitala, lekarze dokładnie nas zbadali, okazało się że jesteśmy zdrowi. W pewnym momencie przyjechali reporterzy i dokładnie o wszytko nas pytali. Gdy wszystko im powiedzieliśmy, ochrona wyrzuciła ich. Pojechałem wraz z Januszem do domu i na nasze konto bankowe trafiło 50 tysięcy złotych od prezydenta za to, że się nie poddaliśmy. Postanowiliśmy kupić nowy samochód.    
         Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i dostaliśmy nauczkę, aby nie wybierać się więcej tak daleko od domu.
Kacper Pawełkiewicz

sobota, 1 czerwca 2019

Nieszczęśliwy wypadek


                 Dwa miesiące temu pojechałem z moimi kolegami Zbyszkiem i Ryszardem do Bielan nad staw. Podróż była bardzo długa, bo pojechaliśmy rowerami. Po drodze widzieliśmy betoniarkę. Bardzo się ucieszyłem, bo nigdy wcześniej jej nie  widziałem.
                Gdy dotarliśmy nad staw, widoki były piękne. Zbyszek łowił ryby ze swoim dziadkiem, więc miał tak domek. Niestety Zbyszek zapomniał kluczy, dlatego usiedliśmy na ławce przed domkiem. Ryszard miał bardzo głupi pomysł. Postanowił wziąć kamień i rzucić w kaczkę. Wtedy Zbyszek powiedział:
- Ryszard, ty dzbanie, czemu rzuciłeś w kaczkę?
- Ponieważ cały czas kwacze i mnie to denerwuje - odpowiedział Ryszard.
                Gdy wracaliśmy znad stawu, zapytałem Zbyszka:
- Znasz jakiś skrót do domu?
- Oczywiście, że znam - odpowiedział Zbyszek.
- Ale jest jeden minus. Musimy bardzo szybko przejechać, bo jedziemy przez żwirownię - dorzucił Zbyszek.
Razem z Ryszardem zgodziliśmy się, bo umieliśmy bardzo szybko jeździć na rowerach.
- Dobra, jedziemy na trzy – powiedział Zbyszek i odliczył do trzech.
W mgnieniu oka pojechaliśmy i obsługa nas nie zauważyła.
                Niestety po wyjechaniu z betoniarni, droga była bardzo błotna. Po przejechaniu przez drogę, byliśmy cali brudni. Zatrzymaliśmy się przy dużej górce. 
- Może na nią wejdziemy? – zapytałem. -  Co powiecie na mały wyścig?
Zgodzili się. Gdy ruszyliśmy Ryszard był na prowadzeniu i zaczął się z nas śmiać. Ale po drodze wywalił się i był ostatni. Miałem szczęście i wygrałem. Gdy wsiedliśmy widać było jezioro. Postanowiliśmy rzucać kaczki.
                W jednej chwili Zbyszek przypadkowo trafił mnie kamieniem. Bardzo mnie to bolało i lała mi się krew. W dodatku byłem cały w błocie.
               Przyjechaliśmy szybko do Nowej Wsi. W domu przemyłem ranę wodą i zakleiłem plastrem. Wszystko skończyło się dobrze. To był bardzo udany dzień.
Kacper Szpyra

środa, 29 maja 2019

„Szalony naukowiec”



            Pewnego razu, kiedy oglądałam telewizję, usłyszałam głośny trzask. Pomyślałam, że to je­den z eksperymentów mojego dziadka.
            Mój dziadek jest szalonym naukowcem. Prowadzi rożne doświadczenia, w których łączy substancje i próbuje wynaleźć nową, która mogłaby w czymś pomóc. Czasem robię z nim badania i rzadko się zdarza, żeby coś wybuchło.
            Kiedy już zdecydowałam się zejść do piwnicy, usłyszałam zza drzwi, że dziadek się cieszy i krzyczy z radości. Podeszłam do niego, a on przytulił mnie i się rozpłakał.
- Klaro, posłuchaj mnie, wynalazłem nową substancję i nazwałem ją Klariusepim. Dzięki niej można zamienić się w każdą osobę, która ci się wymarzy! - powiedział dziadek.
- Jestem już bardzo stary i myślę, że nadchodzi mój koniec, dlatego chciałbym ci powierzyć moje laboratorium – oznajmił.
Nie odpowiedziałam ani słowa, tylko popatrzyłam na niego ze smutkiem.
            Powiedział mi też, że kiedy wymieszam z substancją jeden włos osoby, w którą chcę się za­mienić, powstanie eliksir, który trzeba wypić. Nie smakuje najlepiej, ale działa. To było naprawdę przełomowe odkrycie.
            Musiałam to wypróbować jeszcze za jego życia. Spytałam tylko jak długo trwa działanie jednej dawki eliksiru. Dziadek powiedział, że około 30 minut. Poszłam więc szybko do taty, który spał, i odcięłam mu jednego włosa. Z pomocą dziadka stworzyłam eliksir i go wypiłam. Był ohyd­ny, ale czego się nie robi dla rodziny.
             Po jakichś 2 minutach zauważyłam, że jestem grubsza, wyższa i jestem mężczyzną. Wyglą­dałam dosłownie jak tata! Głos i charakter nie zmieniły się jednak.
            Postanowiliśmy z dziadkiem, że musimy jechać do laboratorium i oddać próbkę substancji naukowcom. W końcu cały świat powinien dowiedzieć się o Klariusepim i o jego wspaniałych wła­ściwościach.
            Poczekaliśmy aż zamienię się z powrotem w swoje ciało, później wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy.
            Przejechaliśmy już spory kawałek i wyjechaliśmy na główną ulicę. Nagle z lasu, przez który jechaliśmy, wybiegły dwie sarny! Dziadek ostro zahamował, a eliksir spadł z fotela i rozbił się na podłodze samochodu. Byłam bardzo przestraszona i smutna, bo to był wynalazek, na który dziadek poświecił całe jego życie. On nie przejął się tym przesadnie, tylko mrugnął do mnie porozumie­wawczo na znak, że wszystko jest dobrze i pojechał bez słowa dalej.
            Jechaliśmy dosyć długo, ponieważ mieszkamy ok. 2h od Krakowa, w którym jest laborato­rium, a nigdzie wcześniej nie ma żadnego innego.
- Dziadku, ale co my zrobimy bez eliksiru i po co tu w ogóle jechaliśmy bez niego? - spyta­łam.
- Klaro, pamiętaj, że zawsze jest jakieś wyjście – odpowiedział.
Popatrzyłam na niego nie wiedząc co robić a on spojrzał na mnie i powiedział:
- Nie przejmuj się tak, mam jeszcze zapasową fiolkę w bagażniku – uśmiechnął się.
Szybko zanieśliśmy próbkę do laboratorium i zadowoleni wróciliśmy do domu.
            Minęły już 3 lata, odkąd dziadek wynalazł Klariusepim. Mam już 16 lat i mój dziadek nadal żyje. Ciągle wynajduję z nim nowe substancje. Dokładnie 21.12.2031 r., w moje urodziny, dostali­śmy nagrodę Nobla za „najważniejsze odkrycie lub postęp w dziedzinie chemii”. Cieszę się z na­szych wspólnych doświadczeń i wiem, że kiedy będę dorosła, to też będę naukowcem. Bardzo ko­cham swojego dziadka i nigdy go nie zawiodę.

Zofia Front